Bóg, ojczyzna, honorarium.

luty 28, 2008

I już po rekolekcjach. Wspaniały, wcale nie oklepany temat, “Twarze chrześcijaństwa”.
Pierwszego dnia w kościele nuda, ale potem w salach było ciekawie. Kazali nam przynieść farby, niby jakaś praca w grupach się szykowała. No, skoro farby to zgodnie z umową Michaś przyniósł wałek do malowania ścian, a przed lekcjami skoczyliśmy do OBI kupić litr Dekorala. Akurat jakaś wyprzedaż była to nie zapłaciliśmy dużo, a kolor piękny – zieleń aksamitna. Mieliśmy malować “Oblicze przebaczającego boga”. Wszyscy malowali stereotypowo, w dodatku plakatówkami. Jakiś uśmiechnięty dziad otoczony chmurami, czasem z aniołem u boku. Nasz plakat wyglądał tak:

W środku po hebrajsku napisane “Jahwe” (to zawdzięczamy Mirowi ;) ), dookoła uśmiechnięte buźki i nasze podpisy. Napis i uśmiechy namalowane wspomnianym wcześniej wałkiem przy pomocy szablonu zrobionego z jakichś kartek z angielskiego xD. Następnego dnia rozwiesili te prace na korytarzach. Nasza zawisła do góry nogami, dopiero rano osobiście to poprawiłem. Czyżby ktoś nie wiedział jak jest Jahwe po hebrajsku? Szczyt!
Drugi dzień rekolekcji był jeszcze nudniejszy. W czasie adoracji cała szkoła szła do spowiedzi, a my w tym czasie na kolanach mieliśmy se adorować. Z czasem tylko powstały coraz głupsze pomysły na sposób zakończenie adoracji, włącznie z zestrzeleniem monstrancji przy użyciu procy. Jezus Jezusem, ale godziny klęczenia w absolutnej ciszy chyba nikt nie wytrzyma? Potem poszliśmy do klasy dyskutować o bogu.
W środę ksiądz zaszalał – pokazywał nasze zdjęcia klasowe z komentarzem “wy też jesteście twarzą chrześcijaństwa, w was wszystkich mieszka Chrystus!”. No fajnie, tylko że mnie akurat nie było na tych zdjęciach. Czyli że co, bóg mnie nie kocha..? Potem poszliśmy w ramach przygotowań z języka polskiego oglądać pewien film. Było to tak niezwykłe przeżycie, że aż poświęce mu całą następną notkę. Czekajcie cierpliwie ;) .
Jutro się szykuje jeden z najśmieszniejszych dni w tym roku szkolnym. Sprawdzian z geografii. Niestety, jest tak zwany “czarny humor” xD. Męczy mnie też świadomość, że z każdą chwilą zbliża się zupełnie nieśmieszne triduum olimpijskie, niby się nie denerwuję, ale lekki dyskomfort odczuwam ;) . Poznałem również termin następnych zawodów. Uwaga, wypadają one dokładnie w dniu… konkursu matematycznego! Super! Połowy składu nie będzie, szykuje się ostra walka z rywalami o każdy punkt. Czasowstrzymywacz zakupię.
W poniedziałek pozyskałem najnowszą płytę Farben Lehre – Snukraina. Tytuł płyty nie wróży najlepiej, zbyt Happysad’owe klimaty ;) . Tytuł nie kłamał. Rzepa po prostu, z każdą nową płytą jest coraz gorzej, coraz bardziej nijak, coraz bardziej o miłości i w ogóle. Zobaczymy co pokażą w kwietniu na PRL. Pewnie zagrają większość piosenek ze Snukrainy, jakoś pogo przy tym kompletnie nie widzę.

Biszkopt.


Santo subito Biszkopt.

luty 24, 2008

W piątek 3 razy byłem w kościele, to mnie przerasta.
Czuję jak nad głową pojawia mi się jakieś złote kółko i mam ochotę wszystkich straszyć piekłem i szatanem. A potem pójść zbierać pieniądzę na coś niepotrzebnego i nieprzydatnego, ale żeby w kościele się ładnie prezentowało. No nic, ważne, że mam podpisy za 2 drogi krzyżowe :) . Dziś w szkole zaczynały się rekolekcje. Wiecie czego się dowiedziałem? Jak ktoś pali fajki, to znaczy, że nikt go nie kocha i to jest takie jakby “wołanie o miłość”. I jeszcze ksiądz tłumaczył o czym świadczy fakt, iż po pracy mąż, ojciec, głowa rodziny pójdzie na piwo z kolegami. Ciekawe skąd ksiądz to wie, bo chyba nie z autopsji..? No ale lepsze to, niż rekolekcje z zeszłego roku. “Bo jak dziecko może mieć dwóch tatusiuów?! Piekło i szatan, o święta inkwizycjo!”.
Wczoraj postanowiłem coś zadziałać z olimpiadami, przeczytałem “Jądro Ciemności”, skończyłem czytać “Proces” i obejrzałem “Polowanie na króliki”. Ach, ależ musiałem wytężać mózg, by zrozumieć “Proces”. Olimpiadość nie radość. I tak to jakoś mija, słucham sobie Patrice, piję kakało, wpatruję się w metronom zastanawiając się nad sensem ludzkiego istnienia.. Norma. Nawet mi się żadnego wiersza nie chce układać, może “następną razą”.

I fajnie jest.

Biszkopt
Ps. Ha, skończyłem to pisać o 18:18 xD.


Łyso mi, ale nie aż tak jak w październiku.

luty 20, 2008

Cześć.
Jak tam po Walentynkach? My planowaliśmy iść do Michasia, by w gronie samotnych, niekochanych i w ogóle się pociąć. Plan legł w gruzach, niestety, bo Michaś nie miał jak się dostać do swojej chaty. Co się odwlecze to nie uciecze, jak mawia piękne, starochińskie przysłowie. Ja właśnie wróciłem sobie od fryzjera. Od dziś dożywotnio zapuszczam włosy. Co z tego, że w wieku 50 lat pobiję rekord Guinessa pod względem ich długości, skoro przez najbliższe 20 lat i tak będzie mnie odrzucać na widok nożyczek. No nic, czapkę mam, odrosną. Albo wiem jak zrobię. Następnym razem powiem babce żeby wcale mnie nie ścinała, to może wtedy zetnie na tyle ile chcę. Przemyślę to jeszcze.
Wiecie co się stało Gibonowi? Powiedział, że już nie będzie grał na komputerze, że chce mieć swoje własne, prywatne życie. Chyba mu się nie uda, bo nikt mu nie chce powiedzieć u jakiego NPCa się to życie kupuje, a na Allegro nikt nie wystawia. Biedny Gibon, pewnie nie wpadł na to, żeby sprawdzić na eBayu.
Ogłoszono dziś listę finalistów z polskiego, więc chyba najwyższa pora, żeby przyszpanować moimi finałami. Po kolei:
- Matma – przeszedłem, miałem 27 pkt, próg 19
- Niemiecki – przeszedłem, 48,5 pkt, próg 47 chyba
- Fizyka – też przeszedłem, 35 pkt, próg w okolicach 31
- Chemia – odpadłem, 28,5 pkt, próg 30. Jak łatwo policzyć, zabrakło mi 1,5 pkt xD
- Polski – i tu jest ciekawa historia :P
Na mojej pracy ołówkiem wypisana była liczba 53, ale długopisem obok 51. Szukałem tych punktów jak górnik podwyżki, pisałem odwołanie do północy i w ogóle, w niepewności żyłem półtora tygodnia. I co..? Udało się! Próg 53 punkty, czyli z odwołania musieli mi przyznać minimum 2 punkty. 3 marca dokładnie się dowiem ile miałem etc., bo wtedy pisemnie odpowiadają na zażalenia. Biszkopt, poczwórny finalista. To brzmi dumnie.
Etap wojewódzki z polskiego jest 13-go marca. 12-go jest jakaś wycieczka śmieszna do Częstochowy. I nie wiem czy uczyć się na olimpiadę, czy próbować sobie wymodlić tego laureata. Mają tam być pijarzy z całej Polski, pewnie skończy się zadymą z Warszawką, a tego nie mogę przepuścić xD. Przemyślę.
W szkole mieliśmy wybory do samorządu. Jak zwykle wszystko rozegrało się za zamkniętymi drzwiami. Głos zwykłych uczniów liczył się tylko w pierwszej turze. A trzeba być wybitnym, żeby nie dostać się do tury drugiej, której zasady są mętne niczym dwutygodniowa kałuża. W sumie mnie to nie obchodzi, bo i tak długo ten samorząd nie będzie moim samorządem. Byle do wakacji. Tak czy siak od razu po wyborach z Zygmuntem poszliśmy do nowej przewodniczącej pokazać, kto w tej szkole pociąga za wszystkie sznurki. I wiecie co? Rządzący nie uginają się pod naciskami tylko w serialach o dzielnych szeryfach.
Po teście kompetencji jedziemy sobie do Pragi. Fajnie, tuż przed wakacjami, ostatni raz w klasowym gronie. I wiecie co zrobiła taka jedna Kawa? Olała mnie, Mirka, Olę, Justynę, generalnie wszystkich z którymi 3 lata widzi się średnio 5 razy w tygodniu, olała to, że na wycieczce świetowalibyśmy Jej urodziny i stwierdziła, że nie jedzie. My wszyscy w tej klasie się kochamy i uwielbiamy swoje towarzystwo, wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną. No, prawie wszyscy, co pokazał powyższy przykład.

Biszkopt


Walę tynki.

luty 13, 2008

Gitara, zawody i pogańskie święto zwane Walentynkami. Po kolei :) .
Od poniedziałku jestem szczęśliwym posiadaczem gitary elektrycznej, wzmacniacza, paska, futerału i 5 metrów kabla. Gitara ma kolor wiśniowy i jest piękna. Palce mnie bolą jak nigdy wcześniej, ale przynajmniej czuję, że gram. Wszyscy trzymamy kciuki za moją dalszą karierę muzyczną :P . Od razu zastrzegam, że nie będę grał na zamówienie “Stairway to heaven”, ani “Nothing else matters”.
Wczoraj były zawody w Gimnazjum nr 1. Było zdecydowanie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, ale bez szału. Kolesi z Jedenastki to byśmy zmietli z powierzchni ziemi, ale na lepsze szkoły to może być trochę za mało. Nie ma co narzekać, ważne, że gramy dalej :) . Ja z pełnym poświęceniem sobie nawet moje nieszczęśliwe kolanko uszkodziłem, a od poniedziałku próbuję je rehabilitować. I co z tego, że kobieta pierwszego dnia sobie źle przeczytała napis na skierowaniu i leczyła nie tym, czym powinna. Co do zawodów jeszcze- wiecie, że przy ataku z drugiej linii, można przechodzić drugą linię? I ataki w taśmę liczone są jako odbicie przeciwników. A piłka miała ciężar takiej plażowej i palcami można ją było wcisnąć na 3 centymetry wgłąb. Wiadomo, złej baletnicy.. :P
Jutro wspaniały dzień, najcudowniejsze święto w roku. Urodziny Jacusia! Sto lat, stary! Jest jeszcze drugie święto. Okazuje się, że prawdą są słowa z piosenki Włochatego “Serce to jeszcze za mało żeby kochać”. Potrzebne są setki serc! Miliony! W piosence chodziło o serce takie w klatce piersiowej, okazuje się, że do kochania potrzebne są serca plastikowe. Takie czasy. Pewnie 14 lutego spędzę jak każdy inny 14 lutego, ale złożę życzenia wszystkim, którzy będą lansować się w kinie, galerii etc. U nas miała być dyskoteka, ale geniusze organizatorzy sobie zapomnieli, że jest żałoba narodowa, pokuta, post i w ogóle.
Z okazji ogólnopolskiego Dnia Plastiku, życzę Wam, abyście spod stert kartek pocztowych, spod kilogramów maskotek, spod metrów sześciennych serduszek widzieli jeszcze kawałek świata. Niech Wasze mózgi nie zostaną skute takimi różowymi, owłosionymi kajdankami, a Amorek ze swym łukiem niech Was nie terroryzuje. Oby kwiatki i inne drobne podarunki istniały także w dzień powszedni, a święto zakochanych nie było świętem w pełnym tego słowa znaczeniu. Najlepiej wstąpcie do Ruchu Czystych Serc, wtedy będziecie wiedzieli, czym jest prawdziwa miłość. AmenT.
Dziś sobie uświadomiłem, jacy ludzie mnie otaczają w szkole. Na przerwie przed fizyką Mirek rzucił “podobno będzie pytać z wojny Polsko-Bolszewickiej”. Normalną reakcją jest chyba uśmiech wywołany żartem. U mnie w klasie był tylko ogólny wytrzeszcz oczu, przerażenie i trzęsące się ręce. Krakowska inteligencja.

Bisz.

Ps. Pewnie już wszyscy wiedzą, ale św. Walenty oficjalnie jest patronem osób chorych psychicznie. Coś w tym musi być.


Jestem gorącym szesnastkiem!

luty 7, 2008

Się wreszcie zebrałem żeby coś napisać. Tak jakoś ferie się powoli kończą, postanowiłem je pożegnać. Tak więc, drogie feryjki, feriunie, CZEŚĆ PA.
Pierwszy tydzień ferii spędziłem w Zieleńcu. Mieszkałem w “Strasznym Dworze” wraz z policjantami i drużyną piłkarzy Śląska Wrocław. Każdego poranka musiałem stoczyć walkę z leniem, by wyleźć z łóżka i pojść na śnieg. Jakoś prawie zawsze mi się ta sztuka udawała i mogłem się w snołparku obijać do woli. Oj, jakie gleby tam szły to nie macie pojęcia xD. Najgorzej było, jak na boxie siadła mi bateria w mp3. Wyobraźcie sobie- pełna koncentracja, a tu nagle pojawia się pytanie “dlaczego to nie gra”. To gorsze niż nagły brak tlenu, taka cisza w uszach. Nikomu tego nie życzę :P . Ostatniego wieczora, gdy kończył się dwudniowy przegląd filmów o tematyce snowboardowo-ekstremalnej zostałem szczodrze obdarowany przez jego organizatora. Dostałem czapkę, koszulkę i skarpetki z Croppa oraz bon/talon/papier na duuuużą pizzę w restauracji hotelu Szarotka i dwie godziny dla dwóch osób w spa tegoż hotelu. Niestety, następnego dnia rano wyjeżdżałem, więc oddałem pizzę i spa w dobre ręce xD. Powrót był w sumie śmieszny, całą drogę czytałem/słuchałem muzyki. Capleton i Anthony B najlepsi na długie podróże xD. Po 11 godzinach byłem już w domu. Postanowiłem sporządzić krótką listę rzeczy, które mnie denerwowały. Nie lubię:
- kolesi na twin tipach, którzy nie potrafią skręcać
- kolesi na twin tipach, którzy jeżdżą pługiem
- kolesi na twin tipach, którzy chcieli się polansować na PFO koło skoczni, ale im się pomyliły terminy
- kolesi na nartach, którzy wymachują kijkami jakby to były śmigła helikoptera
- kolesi na nartach, którzą wyskakują do mnie z tekstami w stylu “samobójca”
- piłkarzy, którzy zużywają ciepłą wodę
- anteny od telewizora strzelającej fochy
- snowboardzistów, którzy wyglądają lepiej ode mnie
- piszczenia ratraków
- twardych lądowań
- wolnego śniegu
- umierającej baterii w mp3
- i w ogóle

Kolejny temat warty poruszenia- moje urodziny. 5-ty lutego, o 11 już w szpitalu na Strzeleckiej. W sumie nic ciekawego, poleżałem sobie jeden dzień, pojechałem “karetką” na jakieś badanie. Dwa razy groziła mi śmierć. Pierwszego dnia z nudów, drugiego dnia z głodu. W obu przypadkach zostałem bohatersko uratowany, za co bardzo dziękuję ;-) . Dzięki też wszystkim za życzenia, szczere, mniej szczere, te kilka minut po północy i te całkiem spóźnione :) .
Przed rozpoczęciem olimpiady z polskiego wraz z Mirem i Gibonem założyliśmy tajną, hermetyczna organizację. Nie mogę zdradzić jej celów oraz postanowień, ujawnię natomiast nazwę. Panie i panowie, 22 stycznia powstała “Supplicum Thei Antarcticae Rarogu Ognisty Żyrandol Tajemniczego Niebytu Onirycznego Wielmożny Scholar Chłostający Obmierzłe Dziewice Niniwy Igrające Apostołki Lewitujący Oriencie Żerców Apostatów Pentacl Occultae Metonimiczny Obrządek Rytuału Zimbabwejsko-Afrykańskiego”. W skrócie.. STAROŻYTNO-WSCHODNIA LOŻA POMORZA.

Bisz.