Ja i Jenny byliśmy jak marchewki z groszkiem.

Cytat wiadomo skąd. Nie żebym znał jakąś Jenny albo lubił marchewkę z groszkiem, ale głębokie to i fajne.
Tak jakoś nie mogłem się zebrać do pisania czegokolwiek. W szkole nadal nikt mnie nie rozumie, okazało się, że wypowiedzenie czyjegoś imienia i nazwisko obraża tą osobę. Wstydźmy się swoich nazwisk.
W czwartek widziałem na Karmelickiej kolesia skasowanego przez tramwaj. Tramwaje to tak naprawdę mroczni zabójcy i wysłannicy Szatana, wsiadając do nich nasze umysły zostają opętane przez Czarnego Motorniczego Śmierci. W sobotę byliśmy “Ekipą” (xD) u Michasia. Bawiliśmy się imadłem, graliśmy w Singstara (Zygmunt kosił wszystkich), oglądaliśmy filmy z polskiego artystycznego podziemia i katowaliśmy się pizzą o dość intensywnym smaku i w ogóle. Tytuł tego filmu to “Wściekłe Pięści Węża”. Humor na najwyższym światowym poziomie, aktorstwo jeszcze lepsza. I ta fabuła… Oto krótki fragment, cały film był mniej więcej w takim klimacie.

W piątek dostałem kopertę, w której były karteczki, na których osoby z klasy pisały moje wady i zalety (o ja, zdanie wielokrotnie złożone). Dowiedziałem się z nich, że jestem elokwentny, na początku nie byłem pewien czy wiem co to znaczy. A jedną z moich licznych wad jest to, że “trzymam się w grupie”. Dobra, od dziś siedzę w kącie, sam na sam z moją tęczową żyletką.
We wtorek był tydzień Warszawki w naszej pistacjowej szkole. Z Ksawerym przygotowaliśmy wspaniały poczęstunek – mieszankę warszawską. Receptura jest ściśle tajna, znają ją tylko najbardziej warszawscy z Warszawiaków (nie są oni zbytnio lubiani w Polsce, więc przepis ciężko zdobyć), ale powiem, że w skład wchodzą m.in. czipsy we wszystkich możliwych smakach, orzeszki solone i precelki beskidzkie (na paluszki Lajkonika brakło mi kasy). Okazało się, że ludzie w naszej szkole są w domu głodzeni, normalnie od tej miski to ich siłą trzeba było odciągać. No ale spoko.
Potem skoczyłem na rehabilitację, a następnie miałem jechać po tort urodzinowy dla Agi. Spoko, z Ułanów pod Bagatelę autobusem 50 minut. Dobre nowe zmodernizowane Rondo Mogilskie miało rozładować korki, jego ćwiartkę przejeżdżaliśmy 25 minut. Nie żebym narzekał, w środku przynajmniej było sucho, ale w sumie na piechotę przeszedłbym to 2 razy szybciej. A potem trzeba było iść na te urodziny żeby zjeść co się przywiozło. Nie byłbym sobą jakbym czegoś głupiego nie zrobił. Tym razem zapomniałem prezentu, ale spoko.
Wczoraj byłem świadkiem podrywu na stacji benzynowej. Bohaterowie: jakiś przypakowany i wytatuowany małpolud, a obok niego tleniona piękność, reprezentantka inteligencji. Dialog był krótki, on do niej:
- Hy, hy, hy, patrz, nie wolno k***a palić. To jakbym se k***a zajarał to wszystko by wy****ło w p***u?
Ona do niego:
- Hi, hi, hi, nooo (i zerka na niego wzrokiem pełnym uwielbienia).
A dziś chciałem sobie sprawdzić jak to jest na tej śmiesznej katolickiej procesji. I nie jest fajnie. Z przodu babcia, z prawej babcia z różańcem, z lewej dziadek z babcią, z tyłu babcia z książeczką… Osaczony przez fanatyków. Szkoda, że nikt nie organizuje kontrmanifestacji.

Biszkopt

Ps. W następnej notce będzie kilka zdjęć, żeby kolorowo było. I pamiętajcie – oglądajcie Modę na Sukces. Tylko tam jest prawdziwa Prawda.

Odpowiedzi: 6 do “Ja i Jenny byliśmy jak marchewki z groszkiem.”

  1. agnes mówi:

    pierwsza:P a ja tez byłam z Biszem na procesji:P a dotarcie na swoje urodziny tez mi trochę zajęło:P

  2. Gibon mówi:

    po obejrzeniu wściekłego węża IQ -666?

    @Aga ty też zapomniałaś prezentu?

  3. agnes mówi:

    nie… ja nie wiedziałam ze mam wziąść;]

  4. biszkopt mówi:

    Dychę mi wisisz Aga!

  5. Gibon mówi:

    A ty mnie 3 :<

  6. melon mówi:

    ta. dialogi są zabójcze ale mój drogi nie na stacji benzynowej tylko w castoramie ;]
    pokój i melony!

Dodaj komentarz