Dobra, dobra, wiem. Po prostu trochę sobie zapomniałem, że mam bloga. I nie miałem czasu. Ani Internetu. I byłem w szpitalu. O tym, że urwało mi ręce i piszę stopami nawet nie wspominam.
Jak teraz tak sobie myślę, to jest dużo do napisania, a o połowie pewnie i tak zapomnę… No ale do rzeczy, bo gdzie drwa rąbią temu pan Bóg daje.
Sprawa pierwsza – festyny.
31.05 Festyn u nas w szkole. Gracjan nas perfidnie oszukał i okłamał, nie przyszedł. Jak do niego dzwoniliśmy to najpierw się przedstawiał, a potem udawał, że go nie ma albo po chwili mówił, że jednak on to wcale nie on, i że to pomyłka jakaś jest. No ale kto zrozumie artystę…? Sam festyn bez żadnych rewelacji. Przynajmniej ta godzinka na której byłem xD. W sumie ciekawostka była jedna – nasz kochany absolwent, który przyjechał na swym lśniącym motorze, w lśniącej skórze i w lśniącym kasku. Oto on, zdjęcie zatytułowane “Fu**in’ Route Sixty Six Highway To Hell I Sleep On My Harley I W Ogóle”. W skrócie – FRSSHTHISOMHIWO.

Nasze stanowisko z rzutkami (cudowna różowa tarcza i piłeczki na rzepy) nie cieszyło się powodzeniem. Jedyną osobą, która się nim zainteresowała w przeciągu godziny był Ksawery. Zrobiło się nam smutno, walnęliśmy sobie pamiątkowe fotki z jakimś manekinem, który wyglądał jak żywy, jednak się nie odzywał o poruszeniu już nie mówiąc, po czym poszliśmy do Michasia. Fotka pod tytułem “Cześć mamo, co słychać u babci?”.

U Michasia jak zwykle, potem przenieśliśmy się na rynek. Na rynku jak zwykle, następnie poszliśmy na Dworzec Autobusowy żegnać naszych ulubionych przyjaciół z naszej ulubionej zaprzyjaźnionej szkoły położonej w okolicach naszej ulubionej ulicy zwanej ulicą Ułanów. Przy okazji Michaś dzięki mnie dowiedział się, że lody o smaku gumy do żucia mają smak gumy do żucia. Jaki z tego morał? Człowiek uczy się całe żUcie.
Teraz łan fotoł z rynku, a właściwie jego okolic. Król Lew, władca dżungli po prostu. Okazało się, że gibony też mają grzywy, a stary Simby niby zabity przez złego wujaszka Skazę żyje pod postacią Dżajbonka naszego.
Kocham te niepozowane zdjęcia xD.

Pożegnanie przyjaciół z 11 było niesamowicie wzruszającym przeżyciem, nawet Michaś ryczał jak bóbr. Pewnie już wtedy wiedział, że będzie tęsknił za “tym kolesiem od odgłosów waleni”. Ten koleś od odgłosów waleni też za Michasiem tęsknił, przynajmniej tak słyszałem.
7.06 Festyn w podstawówce nr 114. Nie wiecie co to za szkoła? No niemożliwe! To stamtąd wyczarowano Radzia, Amandę, Magdę znaną bliżej jako “no wiesz, to ta Bisza” oraz Klaudię znaną bliżej jako “no wiesz, to ta Zolla”.
Festyn był fajny. Widziałem pokaz kendo (Swoją drogą kendo dobra rzecz, bardzo przydatna w razie problemów na ulicy. W końcu chyba każdy nosi przy sobie bambusowy miecz, co nie?), mogłem sobie zmierzyć ciśnienie (wolałem jednak tego nie robić, w końcu Łowcy Skór tylko czyhają na mój najdrobniejszy błąd, fiku myku Pavuloniku) i w ogóle. Amanda zapoznała mnie z połową grona pedagogicznego, okazało się, że lubiła tylko swojego wychowawcę xD.
8.06 Festyn parafialny w kościele przy Meissnera. Absolutny hit po prostu, mój zdecydowany festynowy faworyt. Najfajniejszy był mecz Księża vs. Parafianie (nie mylić parafian z patafianami). Na bramce grał ks. Jacek, w życiu bym nie pomyślał, że zobaczę w-ce dyrektora swojej szkoły rzucającego się po boisku aby złapać piłkę. Drużyna księży została przeze mnie nazwana “Składem Apostolskim”. W ogóle oni mieli łatwiej, byłem świadkiem jak jeden z nich krzyknął “Jezu, gdzie mam podać?!”. Ewidentnie ktoś wpływowy im pomagał. Na początku Parafianie prowadzili 2:0, potem Księżom na skutek Boskiej Interwencji szło trochę lepiej. Wiadomo – ksiądz strzela, pan Bóg piłkę nosi. Ostatecznie 3:3.
Sprawa druga – siatkówka.
6.06 Turniej w 11. Połowa składu nie mogła jechać, bo musieli jeszcze coś zaliczać w szkole (wiadomo jak to jest na tydzień przed klasyfikacją) albo pomagać rodzicom obierać ziemniaki. Z wyjściowej szóstki były… Całe trzy osoby. Z moją rejonówką wygraliśmy 2:0, do 25:9 i 25:7. Z 11 było gorzej xD. Pierwszy set przegraliśmy 25:20, drugi wygraliśmy do 23, trzeci przegrany 15:10. No ale liczy się sport i dobra zabawa, czego najlepszym przykładem są nasi piłkarze.
W sumie turniej to było tylko 30% czasu poświęconego siatkówce tego dnia. Potem jeszcze poszliśmy na SKS, z Zygmuntem zagraliśmy 3 krótkie, z czego dwie przez plecy. I to nie że jakoś z ćwiczeń, tylko tak normalnie, podczas meczu xD. Jak ćwiczyliśmy to jeszcze nam wyszła podwójna krótka przez plecy, ale na razie w warunkach meczowych jest to niemożliwe do zagrania xD. Łącznie 4,5 godziny gry, w domu nie miałem nawet siły zasnąć.
A co słychać u naszych siatkarek? Zobaczcie sami >KLIK<. Ja uważam, że Bonitta ma w 100% rację. Nie można pozwalać na taką niesubordynację, przecież to skandal! Jakby się czuły pozostałe siatkarki, które zeszły na kolację? Na pewno musiały pokonać wiele schodów, z pewnością też długo wahały sie czy zejść na kolację, ale jednak zeszły. A ta trójka? Gdyby zostały na zgrupowaniu, byłoby to skrajnie niesprawiedliwe. Przecież nie może być tak, że trener karmi swoje podopieczne, w głowach im się poprzewracało! A co by było później? Kto wie, może nawet nie przyszłyby na obiad! To by dopiero było… Uważam, że za niezejście na kolację powinna być nałożona kara finansowa, zakaz jedzenia słodyczy, obowiązek mycia okien przez tydzień oraz samodzielnego wyrzucania śmieci.
Panie trenerze, litości…
Sprawa trzecia – Ojro 2008 i pan Robert.
Jak powszechnie wiadomo, zaczęły się mistrzostwa Europy. Fajnie wyglądała Murzynka śpiewająca hymn Szwajcarii =). Meczu Polska – Niemcy widziałem tylko pół, to drugie pół. Podczas pierwszej połowy wracałem sobie do domu. Na ulicach żywej duszy, ledwo kilka samochodów mnie minęło, ale za to z większości domów było słychać albo głoś komentatorów, albo głos widzów. Głównie same bluzgi, więc niezbyt mogłem się zorientować jaki jest wynik. Wiele osób mówiło, że zrobimy “tym złym szwabom” drugi Grunwald. No może i by tak się stało, ale Litwini jakoś nie chcieli wbiec na boisko żeby nam pomóc.
Meczu z Austrią nie widziałem, ponieważ leżąc w szpitalu po prostu go przespałem. Jak zwykle staliśmy się ofiarami spisków, jakiegoś szerokiego frontu i wszyscy są przeciwko nam. Kocham ten kraj. Ale przecież “liczy się sport i dobra zabawa!”. Przydałby się jeszcze jeden Brazylijczyk na atak żeby Roger miał do kogo podawać. No ale trudno, w końcu to i tak jest ogromny sukces. Że niby co jest tym sukcesem? Oczywiste moralne zwycięstwo nad Niemcami (bo oba gole strzelił podły zdrajca jedynego słusznego kraju, który to kraj do tej pory miał go głęboko), moralne zwycięstwo nad Austriakami (sędzia nas okradł, jesteśmy tak dobrą drużyną, że tylko w ten sposób mogli zatrzymać nasz zwycięski marsz po mistrzostwo!) oraz sam fakt, że odpadliśmy z mistrzostw. W końcu to sukces odpaść z Euro, to sukces dostać baty od najlepszych drużyn świata. Polacy chyba mają coś takiego, że do przesady szukają plusów w każdej sytuacji.
Ale tego samego dnia Kubica zmyślnie wyeliminował swoich rywali (zastraszył Hamiltona nasz boski Krakowianin i kazał mu skasować Raikonnena) i wygrał wyścig w Brazylii. Polak wygrał niemieckim bolidem, a Niemcy polskim napastnikiem. Czyli chyba sprawiedliwie.
A, jeszcze chciałem napisać, że ostatnio ugryzł mnie pierwszy komar. Swędziało jak cholera, ale to przecież zaszczyt być ugryzionym przez komara. To ogromny zaszczyt, bo przez małego komara ugryzła mnie sama Matka Natura. I to gdzie ugryzła! W drugie zgięcie środkowego palca prawej ręki, od wierzchu, trochę tak z lewej. Jestem męczennikiem narodów.
We wtorek sobie jeszcze pojechałem na jakąś fajną galę dla fajnych ludzi. Jak nietrudno się domyślić, było fajnie. Nawet nie chodzi mi o to, że było 30 stopni, a ja się grzałem w garniturze, ale rzeczywiście byli tam fajni ludzie. Jak w liceum będę miał w klasie samych takich to powieszę się na skakance. Nagrody też były niezłe. Trzy lata temu jak byłem na takim czymś to dostałem plecak, w tym roku iPoda. I to nie jakiegoś takiego lipnego, tylko najnowszego Nano 8GB xD. Teraz jestem światowy. Marszałek województwa małopolskiego, małopolski kurator oświaty i inne szychy twierdzą, że jestem przyszłością tego kraju, a nawet Europy. Ta, dobre sobie.
I to by już było na tyle, wiem że i tak nikt nie doczytał do tego miejsca.
Biszkopt
Ps. Łuuuuhuu, ile liter.
czerwiec 14, 2008 o 2:26 pm |
1. Dłuższego się nie dało?
2. Pozwolił Ci ktoś dawać moje zdjęcie do INTERWEBU?
3. Co do Polskiego Euro to my przecież jesteśmy mesjaszami narodów i wszystko sprzysięga się przeciw nam, ale dzięki naszym porażkom pozostałe kraje doznają zbawienia (wyjdą z grupy). A nasze porażki są tak naprawdę zwycięstwami.
4. Skończ szpanować.
5. Moja stara nie lubi Hamiltona :<
666. PIERWSZY!
czerwiec 15, 2008 o 11:07 am |
Lol xD nie czytam tego:P wole pograć w sapera:P:P
czerwiec 15, 2008 o 11:25 am |
ja cię kręćę. dużo tego ;] super harlej na festynie jednak pobijał wszystko.
pokój i melony!
czerwiec 15, 2008 o 11:30 am |
Aga to po co piszesz? :<
Wojna i arbuzy.
czerwiec 15, 2008 o 11:35 am |
Przeczytałam! xD
Gibon jest boski na tym zdjeciu <3 xD
Ileż sarkazmu we fragmencie o przyjaciołach z 11.
Naprawdę jestem znana jako “no wiesz, to ta Bisza”? xD
czerwiec 15, 2008 o 11:48 am |
Co do pierwszego komenta Gibona:
1. I tak zapomniałem o testach kompetencji napisać :(
2. Jakie TWOJE zdjęcie? To moje zdjęcie, ja na nim jestem bardziej od Ciebie.
4. 8 GB aż ma, to naprawdę dużo =D
Aga:
W Saperach gra sie fajniej na kodach, sprawdzone podczas prezentacji w szkole =)
Magda:
Sarkazmu sporo, bo jestem ciętym szydercą, czy jakoś tak, a to zobowiązuje. I nie wiem jako kto jesteś znana, ja Cię znam jako najfajniejsza Magda z naszej najfajniejszej zaprzyjaźnionej szkoły =)
czerwiec 15, 2008 o 7:26 pm |
Ja już Was (Agi i Magdy) nie lubię bo trzymacie ze swoją szkołą. A taką ładną EKIPĘ zebrałem :<