Tytuł notki jest liczbą pierwszą, którą po 24 godzinach pracy wygenerował nasz program służący do… generowania liczb pierwszych.
Nie żebym nie miał lepszych rozrywek niż program wypisujący liczby pierwsze, ale przecież jestem na obozie naukowym. Obóz naukowy polega na tym, że na 10 facetów przypada jedna dziewczyna. Obóz naukowy jest jakby jedną wielką klasą algo. Nie powinno to nikogo dziwić, w końcu są tu prawie sami uczniowie klas E, czyli oprócz jednej dziewczyny, na 10 mężczyzn przypada 9,83 laptopa. Przywieziono tu nawet drukarkę laserową, bo tablice i projektor multimedialny to norma.
Przeciętny dzień zaczyna się, paradoksalnie, w środku nocy. Już o 8.45 jest śniadanie. Śniadaniem nazywamy talerzyk, na którym leży ilość masła wystarczająca do posmarowania trzech małych kromek chleba, a także 4, w porywach do 5, plasterki wędliny. Jem to w sposób bardzo sprytny, godny asów wywiadu, którzy muszą sobie radzić w samym sercu tajgi syberyjskiej (Albo tundry? Albo ani tajga ani tundra nie jest na Syberii…?). Mianowicie – smaruję kromkę chleba masłem i kładę na nią 2 kawałki szynki. To wszystko przykrywam drugą, nieposmarowaną kromką. Generalnie wędliny wyczuć się tam nie da, więc popijam “kanapkę” herbatą. Czego jak czego, cukru mają chyba pod dostatkiem. Chleb popity taką herbatą smakuje jak drożdżówka. Obiady nie lepsze, kolacje tak samo. Łazienki mają rozmiary porównywalne do szafy, siadając na kiblu należy uważać, żeby nie wybić sobie zębów o umywalkę. No ale miało być o typowym dniu na obozie naukowym.
Po śniadaniu 2 godzinki zajęć z matematyki. Jest fajnie, wszyscy zaspanymi oczkami tępo wpatrują się w tablicę próbując zrozumiać wzory, symbole, oznaczenia, równania i inne tłumaczenia. Nie no, żart. Akurat zajęcia z matematyki są w porządku. Po zajęciach (godzina 11.30) 2 godziny wolne, bo dopiero za 2 godziny będzie obiad (13.30, wczesny ranek). Ten czas można poświęcić na przykład na rozwiązywanie zadań na jutrzejsze zajęcia, pisanie programów, które muszą zostać zaliczone do końca września i tak dalej. Ja najczęściej leżę na łóżku nie robiąc nic, czasami gram na laptopie. Mówiłem już, że na terenie całego ośrodka jest Internet? Jak nie to mówię. Co prawda jedna Neostrada, z której chce korzystać 50 osób z laptopami to trochę mało, ale wszystkiego mieć nie można.
Po obiedzie zaczynają się wykłady. Każdy trwa godzinę, niektóre odbywają się równocześnie z innymi, większość jest niezrozumiała, pozostałe i tak nie są porywająco ciekawe. Na wykłady można nie chodzić. Nikomu nie robi różnicy czy śpi się w pokoju czy przy pierwszym stoliku (oczywiście oprócz osoby śpiącej, stoliki z natury nie są zbyt wygodne). Tematy wykładów bywają różne – od algorytmów tekstowych (algorytm Manachera, wyszukiwanie najdłuższych prefikso-sufiksów itd.) przez algorytmiczną teorię liczb (test pierwszości ASK, szukanie długości cyklów) po lingwistykę, działanie grupy na zbiorach oraz teorię informacji. Ludzie różnie zachowują się po powrocie do pokoju. Łukasz na pytanie “jak było?” wybuchnął śmiechem, Zygmunt narzekał, że ktoś ciągle go budził albo usprawiedliwiał nierozumienie wykładu nieznajomością jakiegoś mądrego słowa. Dobrą chwilę zajęło nam ustalenie, o jakie słowo chodziło. W końcu okazało się, że była to “entropia”. Użyliśmy google’a. Pierwszy link z Wikipedii: “Entropia jest to termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie termodynamicznym. Jest wielkością ekstensywną.”. Całkiem fajnie, jednak okazało się, że to nie o tą entropię chodziło. Właściwa entropia nie ma już tak fajnej definicji, ma za to ciekawy wzór, wygląda on tak:

Pokazaliśmy go Dawidowi. Dawid po chwili namysłu stwierdził “No, to ha od iks chyba kojarzę.”.
Po wykładach, w godzinach popołudniowych (18.15), kolacja, po kolacji wieczorynka. Nie, nie taka wieczorynka. Taka inna. Chodzi o wieczorny wykładzik-lajcik. Wieczorynki są fajne, pierwsza dotyczyła kryptografii niestosowanej. Brzmi nieźle, ale powiem tylko, że nauczyliśmy się łamać niewyobrażalnie dobrze zabezpieczone hasła na GG. Na kolejnej wieczorynce poznaliśmy kilka ciekawych wzorów oraz dowiedzieliśmy się, co robić by kromka nie spadła na stronę z masłem. Wszystko poparte obliczeniami. Po wieczorynce zdaża się jeszcze jakieś omówienie zadań z konkursu informatycznego czy coś.
Od północy cisza nocna, której wczoraj nie było. W pokoju obok mieszkają dziewczyny, mamy z nimi wspólny balkon, nie było ciszy nocnej… I co? Sęk w tym, że nic. To jest dramat, że nawet w takich okolicznościach nie warto wychodzić z pokoju, bo najnormalniej w świecie nie ma do kogo pójść. Efektem braku ciszy nocnej była moja nieobecność na śniadaniu oraz fakt, że z łóżka wyszedłem ok. 13.30. A wyszedłem tylko po to, żeby pójść do sklepu. Sklep jak sklep, spodobała mi się wisząca przy alkoholach kartka z napisem wykonanym przy pomocy długopisu “Kredytu nie udzielamy”. Wracam we wtorek.
Biszkopt
Ps. Na pożegnanie zdjęcie z Bułgarii, tytuł zdjęcia: “Impossible is nothing”. Kilka chwil później Michaś spadł wiadomo na co. Aż było czuć pod nogami jak zatrzęsła się podłoga, zacząłem się zastanawiać skąd Michasiowi wystawać będzie kręgosłup i jak szybko krew ścieka po ścianie. Na szczęście Michaś wstał i powiedział tylko, że boli go palec.

wrzesień 26, 2008 o 4:28 pm |
zazdroszczę jakiegokolwiek wyjazdu z krakowa. x]
wrzesień 26, 2008 o 5:15 pm |
Noo nareszcie to zdjęcie z Michasiem xD Jakich Wy tam pożytecznych rzeczy się uczycie :P Ten problem z kanapką intrygujący bardzo. Wracajcie już … ;]
wrzesień 26, 2008 o 5:36 pm |
“Łazienki mają rozmiary porównywalne do szafy” ale szafa jest głęboka oO
Co do łamania haseł gg mogłeś wcześniej zaszpanować i ‘złamać’ moje oO
wrzesień 26, 2008 o 7:32 pm |
no to niezle tam z algo sie bawicie :D:D szkoda ze polowy rzeczy co napisales nie rozumiem ale w koncu jestem z humana :D:D czekam az sie w koncu w szkole zobaczymy =) pozdrawiam :*
wrzesień 26, 2008 o 8:31 pm |
Popieram Magdę co do zdjęcia z Michasiem. xD A co do kibla to wole wybić sobie zęby, niż żeby trzeszczał, jakby miał się zaraz wywrócić;]
wrzesień 27, 2008 o 11:13 am |
Aga doświadczenia jakieś z zapadnią w kiblu? ;>
wrzesień 27, 2008 o 4:20 pm |
Nie z zapadnią. Raczej z kiblem, który dosyć marnie był do podłoża przymocowany;]