Witaj lipcze!
lipiec 1, 2008Wreszcie otrząsnąłem się po rozstaniu z 3B. Niby tylko trzy lata, ale to przecież 18,75% mojego życia.
Moją edukację na poziomie gimnazjalnym zakończyłem ze średnią trochę powyżej tej potrzebnej do paska, z wynikiem egzaminu gimnazjalnego, który można określić jako wyróżniający się, z żółtymi papierami (xD) z napisem “Zaświadczenie”, których ilość można nazwać dość okazałą i w ogóle. Jak tak sobie myślę, ile razy człapałem do tego pistacjowego budynku, to aż… Nie, nie chce mi się płakać. Ani nie drży mi serce, nie wspominam, nie tęsknię, nie chciałbym tam wrócić. Po prostu dziwię się, że moje nogi jeszcze są w stanie nadającym się do użytku. Korzystając z faktu, że już nie czytają tego moi aktualni nauczyciele, mógłbym napisać, że mnie ta szkoła ograniczała, że te cholerne mundurki nie przepuszczały powietrza i uciskały moją osobowość, że na lekcjach uwierał mnie “katolicki charakter szkoły” albo że obcierały mnie poglądy bardziej katolickiej części braci uczniowskiej (a dokładnie tej części, której rodzice takowe poglądy posiadali) ale po co to pisać? Cieszmy się wakacjami, a niech niczego nieświadomi 13-latkowie pchają się drzwiami i oknami do elitarnej szkoły zakonu Ojców Pijarów w Krakowie. Po zakończeniu roku w 17 osób poszliśmy na pizzę, nawet Piter był. To chyba jest najfajniesze, że po tych 3 latach, nawet w obecności ludzi z C, pizza dała się zjeść. Czyżby integracja w Pradze?
Nie zamierzam pisać za kim będę tęsknił i dlaczego, bo czas jest jak rzeka, a gdy baba z wozu ten sam w nie wpada. 3B i tak była najfajniejsza.
Wakacje sobie powolutku mijają, imprezowo, koncertowo i w ogóle. Nawet przetrwałem kilkudniowe odwiedziny kuzynek. Myślicie, że przyjechały zobaczyć się z ukochanym mną, którego nie widziały za górami, za lasami albo jeszcze dawniej? O, nic bardziej mylnego. Po prostu w Krakowie był koncert Celine Dion. No ale i tak dużo w domu to mnie nie było. Michaś ma fajne mieszkanie. Oto co wyjdzie ze skrzyżowania byłych Pijarów, byłych uczennic naszej zaprzyjaźnionej i ukochanej Jedenastki oraz niebyłego licealisty z Ósemki:

W piątek byliśmy w Imbirze na koncercie. Grały 3 zespoły, muzykę można określić jako darcie ryja przerywanego solówkami długowłosych gitarzystów, którzy za umiejętność gry na gitarze sprzedali duszę Szatanowi. Najfajniejszą zabawą jest zgadywanie nazw aktualnie grających zespołów. Podejście pierwsze:
- Ja myślę, że to Purple Haze.
- E, raczej Krowa.
- Witamy w klubie Imbir, nazywamy się Head Up High!
Podejście drugie:
- No to teraz Purple Haze.
- No, wyglądają jakby to byli oni.
- Dobry wieczór, jesteśmy Krowa!
Trzeci zespół, o dziwo, odgadliśmy.
Było fajnie, oprócz mnie i Mirka był jeszcze Michaś ze swoimi nowymi okularami słonecznymi, które uniemożliwiały mu masakrowanie chudszych od niego w pogo. Dzień później obudziłem się za wcześnie i z nudów poszedłem do fryzjera. Do 3 razy sztuka, wreszcie nie muszę ciągle chodzić w czapce. Ale i tak nie mogło być za dobrze, więc nie jest za dobrze. Sami rozumiecie o co chodzi, to logiczne. Potem na imprezę do Michasia, potem do Rotundy na kolejny koncert. Skończyło się tak, że leżeliśmy na błoniach słuchając supportu Celine Dion. Potem skoczyliśmy do Rotundy posłuchać znajomych Michasia (O, pan wokalista, dzień dobry), spotkaliśmy wokalistę jednego z zespołów, które koncertowały dzień wcześniej, a potem znów na błonia. Niebo o 22 jest fajne, zwłaszcza jak nieopodal słychać wokal panny Celine.
A Mirek ma basa.
Biszkopt
Ps. Fajną klasę będę miał w liceum. Harem, możnaby powiedzieć.
Opublikował/a biszkopt




