Wiem ile ważą dwa suche kleksy.

styczeń 16, 2008

Cześć, jestem Grześ, chce Was zjeść. Ale dziś mam flow, jak nigdy.
W poniedziałek konkurs z majcy był. Mało czasu, stosunkowo trudne zadania, zobaczymy. W fajnej szkole pisaliśmy, technikum jakieś chyba. W każdym razie tamtejsi tubylcy mają łatwe życie. Ich jedynym problemem jest to, czy mają ognia, a pierwsze co robią po wyjściu na dwór/pole/zewnętrznicę to założenie kaptura. Można i tak, po co się przejmować jakimiś tam ocenami, konkursami, no po co? We wtorek chemia. Zaczęło się świetnie, trafiliśmy do złej szkoły, uczniowie patrzyli na nas jak na stado idiotów, nie dziwię się. Zadania nietypowe, chyba zrobiłem jakiś błąd w obliczeniach. Żal po prostu. Ale po konkursie w pobliskim warzywniaku kupiliśmy pora dla naszego wspaniałego kolegi. Cała klasa miała podobno radochę, niby zwykły por za zeta pindziesiont a ile szczęścia może dać ludziom.. Frekwencja w szkole świetna, wczoraj było 12/28 osób. Szałowo.

Pożegnawczy filmik, The Casualties, legenda. Jedne z największych iroli na światowej scenie, podobno to chłyt materkingowy.

Biszkopt.


Oi! Oi!

grudzień 17, 2007

Oj, działo się w ten łikend. Oj, chciałbym żeby co tydzień tak było xD. A dzisiejszy dzień z chęcią mógłbym wymienić na długopis, spinacz biurowy, na cokolwiek.
W sobotę byłem na meczu. Na meczu Wisły. Konkretnie to na meczu siatkarek Wisły. Śliwa grała na rozegraniu, tak, TA Śliwa. Biała Gwiazda wygrała 3:1, ogromnych emocji nie było ;) . Jakoś nie ładowały gwoździ w drugi metr boiska, serwisy nie latały z prędkościa 120 km/h, ale było kilka fajnych akcji. Siatkówka to jednak fajny sport jest xD.

Wczoraj z kolei w Loch Ness był koncert Analogsów. Przed 18 wszedłem do środka, zadłużyłem się na złotówkę u pana w szatni, który przypomniał mi żebym sobie papierosy z kurtki wziął. Tak sobie jakoś postałem pół godziny, o 18.15 zaczął grać zespół o nazwie Beri Beri. Polecam poczytać co to jest to całe beri beri, mam na myśli chorobę ;) . W zespole 4 dziewczyny (nie wyglądały jakoś porażająco, takie zwykłe laski z gitarami), na ich MySpace’ie można sobie posłuchać jak grają. Dodam, że na żywo jak to na żywo – nie wychodziło do końca tak równo i melodyjnie jak w studiu. Generalnie dawały radę ;) . Potem przyszedł czas na Razorquillz. Zespół światowy, z Niemiec. Facet za perkusją, 2 panny z gitarami. Na początku przez jakieś pół minuty nie uraczyły nas wokalem, potem jedna z nich zapodała jakieś kalifornijsko pop-punkowe “hej! hej!”. Prawdę mówiąc, spodziewałem się takiego grania, jakie zaprezentowały ich poprzedniczki xD. Ale… Jak się zaczęłą jedna z nich drzeć, to garaż, garaż i jeszcze raz garaż. Wokal był w ogóle słabo słyszalny, robiło to niesamowite wrażenie, nie mówiąc już o tatuażach wokalistki. A wstawki między kawałkami to już całkiem wypasione. Tu jakiś filmik z ich koncertu, nie brzmi to tak jak brzmiało wczoraj, ale i tak jest czego posłuchać.
Między piosenkami skini zaczęli krzyczeć “antifascist skinheads” i “punks and skins united win”. Wyyypas, ze skinów całkiem porządne chłopaki są :P . I wokalistko-gitarzystka podała mi rekę, zamierzałem ją sprzedać na Allegro, ale jestem do niej zbyt przywiązany niestety. Mam na myśli swoją dłoń. A potem wyszli Analogsi, pogo, pogo, pogo. To nawet nie ma co próbować opisać co się tam działo. Jako pamiątka tego całego wydarzenia zostały mi uglanione buty, ciuchy przesiąknięte zapachem fajek i piwa, 2 siniaki i malutka śliwunia pod prawym okiem. Nie mam pojęcia skąd ona się tam wzięła, łokieć, bania, pięść, kolano, but? Mogę się jedynie domyślać. Do tej pory dzwoni mi w uszach, a żeby się ze mną skontaktować trzeba niemalże krzyczeć.

Dziś były zawody. Nie lubię tłumaczeń w stylu “zły dzień, mała sala, niewygodna opaska uciskowa na kostkę, śliski parkiet, złe piłki”, dlatego nic nie napiszę więcej. Przez całą drogę powrotną wymyślaliśmy słowa zaczynając się od para-. Parapety, parasole, paralaksy, paralele, parabole. To wszystko za mało jak na naszą parareprezentację. I od dziś zamiast nara mówimy para. Syndrom polskich siatkarzy i tyle.

ParaBiszkopt.


[3/6]

listopad 22, 2007

Półmetek olimpiad. Chemia, matma i geografia już wymęczone, został niemiecki, fiza i polski.
O wynikach nic jeszcze nie będę pisał, generalnie nie jest źle.
Już od dłuższego czasu mam autorytet, idola, osobę, która będę bezkrytycznie naśladował, bez najmniejszego zastanowienia będę robił tak jak ona. Tą osobą jest… Prokurator Artur Łata! Niestrudzony obrońca moralności, piekielnie inteligentny, diabelsko cyniczny, rewelacyjny kandydat na idola. W dodatku taki przystojny..

Na koniec, żeby jakiś filmik był, koncert Włochatego sprzed 14 lat. Fajne pogo, takie to tylko w Jarocinie, tym dawnym Jarocinie. Paulus się świetnie rusza xD


Biszu.


Witam pana, panie premierze.

listopad 7, 2007

Cześć, co tam? Fajny dziś dzień był, 2 kartkówki, sprawdzian, trzy godziny kółek i przygotowanie do bierzmowania. I pogoda taka motywująca do działania.
Nowy sejm mamy, nowych posłów na wygodnych fotelach, jak śpiewali Bulbulators: “Nowe świnie przy korycie będą miały lepsze życie“. Właśnie tak, panie premierze.
Wczoraj robili mi zdjęcia. Poważna sesja się odbyła, szkoda że fotografii nie umieszczą na okładce żadnego czasopisma. W końcu zgryzowo- skrzydłowe prześwietlenia zębów nie trafiają na okładki. Wogle śmiesznie było, pierwsza babka powiedziała że pracuje tam tylko pół roku i nie umie takich robić. Widzicie, nawet zdjęcia zębów muszę mieć wyjątkowe i oryginalne. Dopiero za drugim podejściem trafiłem na fachowca. Aż dziw, że kobieta jeszcze nie wyemigrowała.
A wiecie co jest jutro…? Próba! I to nie byle jaka próba, pierwsza próba der Zinamonnindża z dwoma elektrykami. Szczęśliwym posiadaczem nowego sprzętu jest Zygmunt, serdecznie mu gratuluję i jednocześnie składam jak najbardziej elo życzenia z okazji urodzin. Jako ciekawostkę dodam, że gdy zakładaliśmy Zinamonnindża, Zygmunt nie wiedział jak się taby czyta, wogóle z gitarą nigdy nie miał do czynienia. Wrzucę jutro gorące nagrania z sesji xD. Gibon nawet coś ostatnio mamrocze o basie, trzymajcie kciuki :) .
O, mam fajny link: [A KUKU!] Dobrzy raperzy zawsze młodo giną.
Biszkopt

Ps. Emilia i Szymon.


Inadibusu?

październik 25, 2007

Tak, mam ją! Najnowszą płyta Vavamuffin o nazwie Inadibusu! 14 kawałków + intro/outro. Pierwsza ich płyta była hiciorem, sądzę że z drugą będzie podobnie :)
7 piosenek (czyli równą połowę xD ) słyszałem na ich koncertach, reszta jest równie sympatyczna i bujająca. W ogóle wypas, w drodze do szkoły zamiast Kalonji Sizzla będzie teraz rozbrzmiewać Pablopavo.
Ogłoszone zostały wyniki naszych szkolnych wyborów, nietrudno sie domyślić- wygrała PO. W każdej klasie na nich głosowało najwięcej osób, oczywiście nasza 3B była wyjątkiem. U nas wygrał LiD. Ku ogólnej uciesze potwierdziło to naszą inność i odmienność :P . Ostatnio widziałem w telewizji reklamę pewnego syropu. Widzimy w niej dziewczynkę, która uczy się roli do szkolnego przedstawienia. Wnioskujemy, że gra słynną Julię z Werony. Jakby mogło być inaczej, dziewczynce dokucza mokry i uporczywy kaszel. Bogu dzięki, mama spieszy z dobrą radą, ma Flavamed o smaku malinowym! Dziewczynka została uratowana, widzimy ją na scenie w pięknej sukni. Cytuję: “I żyli długo i szczęśliwie”. No przepraszam bardzo, ale jeśli Romeo i Julia żyli długo i szczęśliwie, to ja nie chcę być szczęśliwym ani, tym badziej, długo żyć. Dla niedowiarków: http://pl.youtube.com/watch?v=dT-QqMi8K74
Biszkopt

Ps. Prawie zdrowy :)


One Love Nefretari :)

październik 16, 2007

Dziś zapodam szczegółową relację z koncertu, który się nigdy nie odbył. Der Zinamonnindża w krakowskim Loch Ness, największe wydarzenie miesiąca. Zapraszam.
19.00 – planowane rozpoczęcie koncertu, Biszkopt ogląda dobranockę, Gibon goli nogi, Miroch stoi w kolejce w Media Markcie po odkurzacz z wyprzedaży.
19.07 – przypominają sobie, że mają dziś coś ważnego do zrobienia.
19.12 – robią magiczne pstryk i znajdują się na scenie. Plum, plum, zgrzyt, zgrzyt, płynie muzyka.
19.21 – tłum szaleje, podziwiając nogi Gibona, który gimnastykuje się z basem.
19.28 – perkusista pogubił pałeczki, z czasem znaleziono je 10 kilometrów na północ od Krakowa.
19.47 – Miroch zużył kostkę, zaczyna grać dłonią, zdziera sobie z niej skórę, krew, krew, krew.
19.54 – Biszkopt zmęczył sobie gardło, prosi gitarzystę o małą zamianę. Gitarzysta się zgadza, Biszkopt zaczyna rżnąć na leworęcznej gitarze, nikt nie dostrzega jakiejkolwiek zmiany.
20.15 – szał, Gibona ponosi i zaczyna krejzowne solo na basie.
20.26 – solówka Gibona trwa nadal, jednak chwilę później orientuje się, że w jego gitarze brakuje strun. Szalejący tłum nie zauważa mistyfikacji.
20.39 – młodociane dziewczynki krzyczą w mikrofoniki telefonów “MAMO WRÓCĘ PÓŹNIEJ!”. Mamy nie pozwalają, 80% publiki wychodzi.
20.50 – Biszkopt skacze w stronę fanów, trafia w pusty skrawek podłogi. O oł, ała.
21.02 – koniec poobiedniej drzemki, mama szarpie za bluzę, każe jeść kolację.
No i koniec kariery muzycznej, a miało być tak pięknie.
Wczoraj zaopatrzyłem się w mixtape Juniora Stressa, którego miałem okazję widzieć na żywo. Super sprawa, zwłaszcza kawałki Bas Tajpana (czy jak to się odmienia, w mianowniku jego ksywa brzmi Bas Tajpan), aż dziwne że wcześniej tego nie słyszałem. Nefretari.. Mniam :)
Wczoraj też ukazał się informator szkolny, kosztuje “marne” 14 zł. W zasadzie jedyną rzeczą godną uwagi są zdjęcia klasowe. Wyszedłem pięknie, ładnie i wspaniale.
Ostatnio wszyscy się popołudniami uczą, mają angielskie, dentystów etc., jak ktoś miałby ochotę posiedzieć na ławce przed blokiem to jestem otwarty na propozycje.
Big up.
Bisz.


CYNAMOOOON!

wrzesień 26, 2007

Dziś miała miejsce kolejna sesja (tym razem dwuosobowa) nagraniowa zespołu der Zinamonnindża. Jednocześnie pragnę poinformować o utworzenia strony tejże formacji: Oficjalna strona der Zinamonnindża [klik] . Zwróćcie uwagę na ten taki duży rysunek, znajdźcie szczegół nie pasujący do reszty.
Na stronie jest większość naszych nagrań, historia zespołu, a z czasem będą tam dodawane kolejne bajery. Nagraliśmy dziś trzy piosenki- dwa covery i trzecią wersję naszego sztandarowego utworu “Inderdaad”. Najpóźniej jutro powinny zostać zamieszczone na stronie. Trwają też pracę na okładką nowej płyty.
Wczoraj se byłem u lekarza chirurga specjalisty medycyny ortopedy traumatologa. Zrobili mi zdjęcie z takim jednym Roentgenem, za tydzień będzie wiadomo po co ten cały ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Generalnie streszczę to trzema słowami: Nie mam kolan! Naszło mnie, żeby opowiedzieć sytuację z dzisiejszej lekcji matematyki: Leżę sobie spokojnie na ławce, nagle szturcha mnie Gibon. Stwierdza: “ej, ej”. A ja mu na to: “ej daj spokój”. Albo to, idę sobie korytarzem, a tu jakieś dziecko do mnie “cześć!”. Masakra, nie wiem czy jeszcze długo będę w stanie wytrzymywać takie hardkorowe akcje na krawędzi. Zdrowie już nie to co kiedyś.
Jutro odbędzie się słynna szkolna impreza, melanż, dyskoteka. Nie chwaląc się mam wjazd za darmo i bezpłatną butelkę Coli. Szał, znowu przez 4 godziny będziemy grać z Zygmuntem w Sapera.
Nie chcę jeszcze kończyć, tak więc wezmę i se popozdrawiam. Tak więc: Pozdrawiam.
Bisz

Ps. Zmieniam numer gg, kto jest zainteresowany nowym, niech napisze na ten stary. Jeśli nie rozumie poprzedniego zdania, to znaczy że nie jest godzien ze mną rozmawiać. Nie no, żartuję. Wcale nie żartowałem. A jednak, dżołk, hyhy. Serio żart. Poważnie dowcip. Ależ mam floł, joł.