Oi! Oi!

grudzień 17, 2007

Oj, działo się w ten łikend. Oj, chciałbym żeby co tydzień tak było xD. A dzisiejszy dzień z chęcią mógłbym wymienić na długopis, spinacz biurowy, na cokolwiek.
W sobotę byłem na meczu. Na meczu Wisły. Konkretnie to na meczu siatkarek Wisły. Śliwa grała na rozegraniu, tak, TA Śliwa. Biała Gwiazda wygrała 3:1, ogromnych emocji nie było ;) . Jakoś nie ładowały gwoździ w drugi metr boiska, serwisy nie latały z prędkościa 120 km/h, ale było kilka fajnych akcji. Siatkówka to jednak fajny sport jest xD.

Wczoraj z kolei w Loch Ness był koncert Analogsów. Przed 18 wszedłem do środka, zadłużyłem się na złotówkę u pana w szatni, który przypomniał mi żebym sobie papierosy z kurtki wziął. Tak sobie jakoś postałem pół godziny, o 18.15 zaczął grać zespół o nazwie Beri Beri. Polecam poczytać co to jest to całe beri beri, mam na myśli chorobę ;) . W zespole 4 dziewczyny (nie wyglądały jakoś porażająco, takie zwykłe laski z gitarami), na ich MySpace’ie można sobie posłuchać jak grają. Dodam, że na żywo jak to na żywo – nie wychodziło do końca tak równo i melodyjnie jak w studiu. Generalnie dawały radę ;) . Potem przyszedł czas na Razorquillz. Zespół światowy, z Niemiec. Facet za perkusją, 2 panny z gitarami. Na początku przez jakieś pół minuty nie uraczyły nas wokalem, potem jedna z nich zapodała jakieś kalifornijsko pop-punkowe “hej! hej!”. Prawdę mówiąc, spodziewałem się takiego grania, jakie zaprezentowały ich poprzedniczki xD. Ale… Jak się zaczęłą jedna z nich drzeć, to garaż, garaż i jeszcze raz garaż. Wokal był w ogóle słabo słyszalny, robiło to niesamowite wrażenie, nie mówiąc już o tatuażach wokalistki. A wstawki między kawałkami to już całkiem wypasione. Tu jakiś filmik z ich koncertu, nie brzmi to tak jak brzmiało wczoraj, ale i tak jest czego posłuchać.
Między piosenkami skini zaczęli krzyczeć “antifascist skinheads” i “punks and skins united win”. Wyyypas, ze skinów całkiem porządne chłopaki są :P . I wokalistko-gitarzystka podała mi rekę, zamierzałem ją sprzedać na Allegro, ale jestem do niej zbyt przywiązany niestety. Mam na myśli swoją dłoń. A potem wyszli Analogsi, pogo, pogo, pogo. To nawet nie ma co próbować opisać co się tam działo. Jako pamiątka tego całego wydarzenia zostały mi uglanione buty, ciuchy przesiąknięte zapachem fajek i piwa, 2 siniaki i malutka śliwunia pod prawym okiem. Nie mam pojęcia skąd ona się tam wzięła, łokieć, bania, pięść, kolano, but? Mogę się jedynie domyślać. Do tej pory dzwoni mi w uszach, a żeby się ze mną skontaktować trzeba niemalże krzyczeć.

Dziś były zawody. Nie lubię tłumaczeń w stylu “zły dzień, mała sala, niewygodna opaska uciskowa na kostkę, śliski parkiet, złe piłki”, dlatego nic nie napiszę więcej. Przez całą drogę powrotną wymyślaliśmy słowa zaczynając się od para-. Parapety, parasole, paralaksy, paralele, parabole. To wszystko za mało jak na naszą parareprezentację. I od dziś zamiast nara mówimy para. Syndrom polskich siatkarzy i tyle.

ParaBiszkopt.


Milordzie, pada deszcz.

grudzień 13, 2007

Po testach, po wynikach z olimpiady, po zawodach. Prawie jak wolność.
Testy były jakieś dziwne, takie trudno-łatwe. Na humanie walnęli jakiś szary rysunek i dawali pytania z cyklu “co autor chciał wyrazić”. Ale to tylko próbne testy. Jedyne z czego jestem zadowolony to mój rysunek w brudnopisie. Był jedyną rzeczą, która znalazła się we wspomnianym brudnopisie. Takiego ładnego biszkopta jeszcze w życiu nie narysowałem. Był idealny pod każdym względem, zachowane proporcje, gra świateł, cień na podłożu.. Dzieło sztuki. I co z tego, że miałem ten swój kod jak i tak mnie wyczają sprawdzający po rysunku xD.
Dziś ostatnie wyniki olimpijskie, które mnie bezpośrednio dotyczą. Polski. I teraz takie małe zestawienie walnę, żeby trochę przyszpanować.
- Matematyka, 16/25, rejon
- Chemia 37/50, rejon
- Niemiecki, 59/88, rejon
- Fizyka, 19/22, rejon
- Polski, 69/80, rejon
- Geografia, 30/45, odpadłem (dopiero wchodząc na salę dowiedziałem się jaki jest tegoroczny temat, o uczeniu się nie może być mowy, nawet na zeszyt nie spojrzałem. Przechodziło się od 33 pkt, bez nauki brakło mi 3 pkt. Wymiatam xD)
Generalnie jestem zadowolony :) .

Przedwczoraj miały być zawody, owszem były. Okazało się, że gramy w kosza, a siatka jest w poniedziałek. W ten oto sposób reprezentacja siatki pojechała grać w kosza. Ale jak na prawdziwych czarnych ziomali z brudnych dzielnic, wychowanych na szarych ulicach bez perspektyw przystało – 3 miejsce. I co z tego, że były 4 drużyny, a ja nie wszedłem nawet na boisko, skoro zawsze w kosza wszyscy nas lali jak im się podobało. W poniedziałek zobaczymy, czy w siatkę też sobie tak dobrze radzą ;) .

Ostatnio widziałem w telewizji jakiegoś młodzieńca w bluzie KSU. Trochę się takich bluz w życiu widziało, wiem że na plecach jest duży napis “IDŹ POD PRĄD”. O czym mógł być ten reportaż, zapytacie. Pobicie jakiegoś skina? Nalot policji na któryś ze skłotów? Zamieszki przed ambasadą USA? Nic bardziej mylnego, chodziło o konkurs szopek w Krakowie. A co robił tam nasz buntownik, niepokorny, chodzący pod prąd idealista? Powinien przecież zmieniać świat, walczyć za sprawę i w ogóle. Jednak nie. Cytuję jego wypowiedź: “Dziadek mi kazał”. Bunt buntem, dziadek dziadkiem. Jaki z tego morał? Nie ma żadnego.

Mam dziś jeszcze opowiadanie, tak mnie naszło jakoś. Pamiętacie romantyczną historię z kaloryferem w tle? Napisałem ją w notce pt. Kolano, część druga. Przyszedł czas na kontunuację.
Jak co rano obudził go wrzask budzika. Nie zastanawiał się co czyni, robił przecież to samo każdego ranka od kilkunastu lat. Wyłączył budzik, zwlekł się z łóżka, poszedł do łazienki. I stała się wtedy rzecz niesłychana. Okazało się, że wcale nie jest w łazience! Nieświadomy swych poczynań zszedł do piwnicy. Nie był to dobry znak. Gdyby już teraz wiedział, co spotka go przed zmierzchem, wróciłby do łóżka. Po zimnych, kamiennych schodach wrócił z mrocznych kazamatów na powierzchnię. Drugi raz nie mógł się pomylić. Z niesamowitym skupieniem, wytężająć mięśnie skierował się do łazienki. Krople poty pojawiły się na jego skroni. Każdy kolejny krok był walką o życie. Nie mógł sobie pozwolić na najmniejszą chwilę zwątpienia. Wszystkie przygotowania poszłyby na marne, marzenia pozostałyby jedynie marzeniami. W końcu udało się! Pod stopami miał znajome, łososiowe kafelki, drżącą z wysiłku ręką siegnął do kranu. Przekręcił. Przekręcił bardziej. Nic się nie wydarzyło. Zastygł w bezruchu czekając na wielki strumień wylewający się z tego śmiesznego, metalowego walca. I wtedy uświadowił sobie straszliwą prawdę. Pogotowie wodociągowe odcięło wodę.
Wszystko na nic.

Ale długa notka O_o
Biszkopt


9413

grudzień 10, 2007

I co tam po Mikołajkach? Dostałem śliczną koszulkę Anti-Flaga z pięknym napisem na plecach “no borders, no nations, no flags, no patriots”. Oł je bejbe, noł fjuczer.
W piątek był sprawdzian z geografii. Nic tak nie jednoczy klasy, jak takie momenty. 25 osób wybuchających śmiechem po pytaniu “w jakim okresie powstała sól w Kłodawie” – bezcenne. I nawet to, że wcześniej mieliśmy większość pytań niewiele pomogło. Ja siedziałem z Mirkiem, więc w sumie nie narzekam :P .
Dziś na matematyce skonstruowałem z kalkulatora narzędzie służące do zliczania naciśnięć guziczka “=”. Przez 35 minut siedziałem i bezmyślnie naciskał ten mały, gumowy kwadracik. Gdy zadzwonił dzwonek, na ciekłokrystalicznym wyświetlaczu widniała liczba 9413. To daje średnio 4,5 naciśnięć na sekundę. Pierwszy raz lekcja matematyki naprawdę mnie zajęła. Następnym razem spróbuję pobić ten wynik :) .
Jutro jakiś śmieszny test kompetencji mamy, że próbny czy niby coś. Pewnie i tak polegnę na samym początku, gdy testy będzie trzeba wyciągnąć z takiej kolorowej folii. Godziny ćwiczeń rozrywania foliowych reklamówek pójdą na nic. A po teście.. zawody! Tak, gram w siatkówkę! Od piątku starałem się doprowadzić do stanu fizycznej używalności, kondycji nigdy nie miałem, ale teraz można by ją wyrazić liczbą ujemną. Nie wiem jak działa ujemna kondycja, ale tak to właśnie u mnie wygląda. Już się nie mogę doczekać bunkra, tej sali gimnastycznej, której ściany wyznaczają linie boiska, gdzie nie można serwować z wyskoku bo pan sędzia nie pozwala, gdzie wilgotność powietrza wynosi 99%. Będzie super! Darmowa woda do picia, brudna podłoga, agresywni kibice, jakieś badziewne rakietki do pingla dla zwycięzców.. Byle do jutra.
Trzymajcie kciuki. Czymcie ciuki.
Witka, piątka, graba, strzała. Joł joł elo ciasna jest tam sala.
Uliczny poeta, ławkowy artysta, liryczny szermierz xD
Biszu


Kolano, część druga

październik 30, 2007

Dziś stwierdziłem, że po liryce nadszedł czas na epikę. Napisałem więc króciutkie opowiadanie, pełne napięcia i sprośnych kontaktów damsko- męskich.
“Poznali się w centrum handlowym. Dzień jak każdy inny, ona siedzi na kaloryferze patrząc na swe buty, on szybkim krokiem zmierza do Empyku. Nagle młoda niewiasta o licu niczym księżyc bezwładnie osunęła się na ziemię. Widząc to mężczyzna rzucił sie w jej kierunku, klęknął, swą delikatną jak jedwab dłonią musnął ją po różowym policzku. Gdy otworzyła oczy, drżącym, pełnym niepokoju głosem zapytał, mając na myśli kaloryfer, na którym siedziała niewiasta:
- Gorący był?
Białogłowa zaniemówiła. Wydawało jej się, że pochyla się nad nią książę z bajki, chciała by chwila ta trwała w nieskończoność. Niepewnie wyszeptała, chciwie patrząc w oczy młodzieńca:
- Nie, zapowietrzony.
I żyli długo i szczęśliwie.”

A teraz gwóźdź programu, wiadomość dnia. Byłem u lekarza. Skutek- zwolnienie z WFu do końca grudnia. Z zawodów nici.
Dziękuję za uwagę.
Z podniesionym czołem i cwaniackim uśmieszkiem na twarzy – Biszkopt