Trzeba się już przyzwyczajać do przeliczania obcych walut (zwłaszcza czeskich koron) na polskie. Jutro o 5.45 w końcu robimy cześć pa i jedziemy zburzyć Pragę. W niedzielę byłem w Parku Wodnym. Przyjechał tam chyba jakiś zespół disco polo, kolesie mieli taki żel, że nawet po przetestowaniu wszystkich rur ich fryzury pozostały nienaruszone. Chyba że mieli plastikowe peruki. Albo na czerepach hologramy im się wyświetlały, sam nie wiem. Widziałem jeszcze kolesia, który miał wytatuowane całe plecy. Calutkie. Nie wiem co tam dokładnie było, ale sądząc po rozmiarze, to chyba “Bitwa pod Grunwaldem” Matejki. Były też kobiety, które zajmowały sobą pół jacuzzi, ale to akurat nic nadzwyczajnego. Jakieś egzaminy się podobno ostatnio odbywały, jakoś nic wyjątkowego nie zauważyłem. Wczoraj tylko niezapowiedziany sprawdzian z polskiego pisaliśmy, na maksa dużo materiału wchodziło. Dziś dla odmiany byliśmy w kinie. Na sali tłoczno, oprócz mnie aż 2 osoby. Ola i Zygmunt. I nikogo więcej. Po powrocie ludzie się nas pytali jak nam test poszedł, nie wiedzieliśmy o co im wszystkim chodzi :(. Potem jeszcze miałem okazję wczuć się w rolę młodego ojca, już wiem jak to jest, jak się dzieciaka ze szkoły odbiera. W sumie nic ciekawego. Jutro jedziemy do tej Pragi, w hotelu nie ma balkonów, co nam nieźle plany pokrzyżowało. Ale damy radę, jesteśmy w końcu Polakami (nie żebym w jakikolwiek sposób się tym szczycił albo broń boże był z tego dumny), więc musimy dać radę. Mam wszystko co będzie mi potrzebne - kasa, suszarka, czeskie piosenki o Szatanie na iPodzie Ksawerego i ściśle tajną niespodziankę. Chyba pomyślałem o wszystkim. Acha, jeszcze chciałem dodać, że nie będę za nikim tęsknił. Po pierwsze, mam serce z kamienia, a po drugie wszystkie osoby godne tęsknienia chybą będą w Pradze ze mną. Wracamy w niedzielę w nocy, kilkanaście godzin później w Studiu finał PRL, mam już bilet. Jakiejś wybitnej zabawy się nie spodziewam, ale Leniwca posłuchać na żywo trzeba xD. Tym razem może nie będę miał obitej gęby, w sumie emo na koncertach to chyba niegroźne są? Zobaczymy.
A przynajmniej tak twierdzi ksiądz, chyba coś ściemnia. Nie zmienia to jednak faktu, że w czwartek zostałem wybierzmowany. Świadkiem miał być Zoll, ostatecznie na kartce było Jego nazwisko a dłoń na ramieniu trzymał mi Zygmunt. Według księdza, który mnie do tego dnia odpowiednio przygotowywał (nie pozwalając zapomnieć o istnieniu piekła i szatana) teraz jesteśmy Żołnierzami Chrystusa i nie możemy uciec z linii frontu. Wiadomo, cywile mogą uciekać, ludzie profesjonalnie zajmujący się umieraniem i zabijaniem już nie. W sumie nie wiem czy nie wolę być dezerterem, przynajmniej miałbym szansę przeżycia. Tu jest ładna piosenka o nieiściu na wojnę. Wokal się jakoś koło pierwszej minuty zaczyna, bądźcie cierpliwi xD.
Na próbach tego całego bierzmowania było śmiesznie, po 20 razy musieliśmy mówić Amen żeby „zabrzmiało”. Jak nietrudno się domyślić, w czwartek w śpiewanie i odpowiadanie księdzu angażowały się jedynie mohery. Było ich sporo, więc i tak „brzmiały” lepiej od nas. A, podłoga jeszcze była strasznie brudno. Za każdym razem, wstając, pół kościoła dobre kilka sekund otrzepywała sobie kolana. Śmieszny widok to był :P. Jeszcze dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że był zwyczaj bicia bierzmowanych po policzku przez kardynała. Zastanawialiśmy się czy nikt mu nigdy nie oddał, uznaliśmy, że pewnie zawsze ma obstawę ministrantów. Jak Macharski stanął za ołtarzem Gibon stwierdził „Nie wygląda na takiego, co mocno bije”. I w sumie nie bił w ogóle. No ale nic, jestem Michał Szymon, a mój patron specjalizuje się w sprawach beznadziejnych, czyli dobrze.
W piątek byliśmy na dniu otwartym w V. Skład trzyosobowy, ja, Zygmunt i Mirek. Jak łatwo zauważyć, we trzech mieliśmy łącznie 5 laureatów xD. Pochodziliśmy sobie trochę, pogadaliśmy ze znajomymi, dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy. I zapamiętajcie jedno – jeśli w V wystarczająco długo idziesz przed siebie, to zawsze trafisz do łazienki. Mieliśmy również przyjemność poznać dwóch typków z klasy algorytmicznej. Nieogolone wąsy w stylu nastoletniego informatyka, mutacja (późno jakoś chyba?). I tym piskliwym głosem jeden z nich mówi „my jesteśmy inni” (mając na myśli klasę algo, która uchodzi za hardkorową kujownię). Zygmunt trafnie stwierdził, że w rzeczy samej chyba są inni, tamten zripostował, że „mamy 9 dziewczyn” (w klasie w sensie że). Nie wiem co o tym sądzić xD. I tak pojadę do Gdyni i będzie fajnie.
Potem z Mirkiem odwiedziliśmy Jacusia, miesiąc nie chodzi do szkoły to chwilę mogliśmy go pozabawiać swoim towarzystwem xD. Knuliśmy jak przejąć panowanie nad Pragą (za tydzień będzie już po wszystkim), pomysłów było wiele, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Powodzenia wszystkim na zbliżających się testach. Powinny one niby decydować o naszej przyszłości, chciałbym, żebym do wszystkich ważnych momentów mógł podchodzić na takim luzie jak teraz :P.
Biszkopt
Ps. Po ostatnim WFie stwierdzam, że murzyński koszykarz ze mnie nie wyrośnie. A koszykówka to nie jest fajny sport. I te piłki tak jakoś dziwnie skręcają w locie i w ogóle.
Ależ wiosna! Proszę państwa, ptaszki ćwierkają, słonko świeci, a w Szczecinie nie ma prądu! Wiosna! Aż się wakacje proszą, ale wcześniej jeszcze trzeba przebrnąć przez bierzmowanie, testy, kilka osób każe mi wybrać liceum i w ogóle. No ale nic, przejdźmy do dziennego porządku obrad.
Ktoś stwierdził, że filmik z koncertu Psów Wojny jest beznadziejny, a ich chórki przypominają wycie odkurzacza. Nie ukrywam, jest w tym trochę racji :P. Ale tamto jest sprzed 20 lat, więc dam jakiś aktulaniejszy.
Ci ludzie pod sceną to chyba z choinki się urwali albo spadli z księżyca. Albo po prostu koncerty pomylili. W żaden sposób się z nimi nie identyfikuję xD.
W środę byłem na UJocie na rozdaniu nagród dla laureatów konkursu z fizyki. Było pełno szych z kuratorium, z AGHu, UJotu, dyrektorzy i inni decydenci z wszystkich możliwych organizacji mających w nazwie “fizyka”. Liczyłem na ciastka, ciastek nie było. Ale kto jak kto, ale ja akurat nie powinienem narzekać. Fajne nagrody były. Za trzeci wynik - skanerodrukarka, za drugie cyfrówki. A za pierwsze..? Nie powiem, bo i tak, jak to stwierdziła moja nauczycielka, “wszyscy wiedzą”. Na początku się obawiałem, że mi jakiś puchar wcisną, ale jednak dostałem coś “ciut” praktyczniejszego xD. I jakby tego wszystkiego było mało, to od dwóch dni wszystkie autobusy jeżdżą tak jak mi pasuje. Idealnie. Wiosna…?
Dziś w ramach spaceru postanowiłem pojechać sobie na Kurdwanów, ~25 przystanków. Stałem sobie całą drogę przy środkowych drzwiach, których guziczek na otwieranie nie do końca prawidłowo funkcjonował. Ludzie takie śmieszne miny robili nie wiedząc “czemu to do cholery się nie otwiera?!”. Jeden dziadek zaczął kierowcy awanturę robić. Przez chwilę było groźnie, bo dziadek miał laskę i najwyraźniej nie zawachałby się jej użyć. Skończyło się bez ofiar. Był też drugi dziadek (tym razem bez laski), który chcąc wysiąść, uparcie naciskał czerwony guziczek stop aby otworzyć drzwi. Dopiero po chwili ja z miną JESTEM BOGIEM I DECYDUJĘ O TYM CZY WYSIĄDZIESZ Z TEGO AUTOBUSU CZY NIE go uratowałem, czyniąc to wskazującym palcem dłoni prawej. Czuję się jak bohater, superman, dziadkowy anioł stróż! Niby nic wielkiego nie zrobiłem, ale co by było jakby starszy jegomość pojechał o przystanek za daleko? Może ktoś na niego czekał? Może w walizce miał poufne dokumenty, który bezzwłocznie musiał dostarczeć na tajne posiedzenie najwyższego szczebla? Możemy się jedynie domyślać.
W tym samym autobusie widziałem jeszcze jakiegoś skina ze swoim (chyba) dzieciakiem. Chłopak miał na oko 10 lat, niebieski plecak z pięcioma pingwinkami. Pingwiny miały białe brzuszki, na każdym była napisana jedna litera. I wiecie jaki napis tworzyły? KAZIK. Na plecaku 10-letniego dziecka. Wokół pingwinków była jeszcze m.in. Pidżama Porno i KSU. Ciekawe czego on w przedszkolu słuchał.
Biszkopt
Ps. Tak optymistycznie jakoś jest ostatnio, dlatego zapodam jakąś optymistyczną piosenkę na pożegnanie. Ska najlepsze na wszystko, nawet jak sprzed 15 lat :). “Jedno jest pewne, trzeba życiu sprostać”, idealne na opis na GG. Śmiało, nie krępujcie się.
…BĘDĘ DEZERTEREM! To taki cytat tylko, żeby nawiązać do koncertu xD. W sobotę w Mirem udaliśmy się do Loch Ness, żeby 40-letnie old punki obiły nam mordy. Supportowały Psy Wojny, tu jest ich koncert sprzed 19 lat (nawet grali tą piosenkę w sobotę xD).
Wokalista już nie ma irola, za to ma duuużo tatuaży (tatuażów?). Fajnie było, nawet jedna taka smutna dedykacja była, że aż się wzruszyłem, serio. Grali fajnie, klasyka w końcu. A pierwsze słowa, jakie padły ze sceny to “Wolny Irak”. I ogólnie tak śpiewali, że cośtam, żeby się nia zabijać, żeby nie ćpać. A, o butach jeszcze śpiewali. Potem przerwa (stanowczo za długa xD) i weszli ONI. Dezerter, ostre pogo, szalejące punki w wieku moich rodziców i w wyćwiekowanych ramoneskach, ochroniarz wyrwany zza barierek i wzięty na ręce publiki… Warte kasy za bilet xD. Po koncercie jakaś zadyma przed klubem była, pewnie skini vs skini za wpychnięcie się w kolejkę po kurtki xD. My z Mirem prawie bez szkód, ja mam jakieś tam siniaki i trochę podrapaną twarz, nie wiem jak Mir, ale wiem, że dostał glanem w twarz. W kreskówkach, jak samochód po kimś przejedzie, to na plecach zostają my ślady bieżnika. Podobnie u Mira. Idealnie odciśnięty, czarny wzorek glanowej podeszwy na policzku. Piękny widok xD. Żeby trochę więcej miejsca zająć dam piosenkę Dezertera, którą zagrali jako pierwszą, fajna bo o trumnach.
Tu jeszcze coś, z fajnym refrenem.
No, a tu koncert sprzed miesiąca, też dobry tekst, zwłaszcza w połączeniu z “katolickim charakterem mojej szkoły”.
A tak poza tym, to dziś na polskim robiliśmy test kompetencji. Tematem była olimpiada, więc cała moja dłuższa forma była, rzecz jasna, o Tybecie. Trzeba jeszcze było wymyślić hasło promujące sport. Spytałem nauczycielki czy ma być ambitne, powiedziała, że takie, na jakie mnie stać. Napisałem “Sport to zdrowie”.
MP3, J23, 007, JP2 i inne fajne symbole.
W środę świętowaliśmy trzecią rocznicę śmierci papieża. Nie ma sensu o tym pisać, bo wszystko już zostało napisane. I o cyrku, i o szopce, i o żenującym spektaklu w mediach. Od siebie tylko dodam, że ktoś z polityków religijnych stwierdził, że powinniśmy przestać się smucić, lecz zacząć wprowadzać słowa papieża w życie. No rychło w czas, po trzech latach możnaby przestać się smucić. Rewelacyjny pomysł, że też nikt wcześniej na to nie wpadł.
W dniach 4-6 kwietnia są organizowane przez naszą szkołę (tak sądzę, że przez naszą szkołę) Dni Skupienia. Nie wiem co to jest, ale chyba coś w stylu nocnego czuwania. Z tą różnicą, że trwa dwa dni i w dodatku w Chorzowie. Jest jeszcze jedna różnica - nie ma dziewcząt. Nie wiem po co tam jechać, skoro nie ma dziewoj, więc nie jadę.
Dziś odbyła się próba wspaniałego, młodego zespołu z ogromnymi perspektywami. Der Zinamonnindża. Jakoś się nie dogadaliśmy i do szkoły tylko ja przyniosłem gitarę. No ale nic, Mir i tak kończył godzinę później niż ja i Zygmunt, więc mieliśmy czas żeby jeszcze jeden instrument skołować. No i postanowiliśmy iść po gitarę Mira, do domu Mira, bez Mira. Niby niemożliwe, a jednak. Wystarczył krótki telefon do jego babci. Wracając ze sprzętem koło większego zgromadzenia ludzi toczyliśmy ożywioną dyskusję w stylu:
- Dobrze, że babcia nie stawiała oporu i nie chciała wzywać pomocy.
- No, na szczęście obyło się bez użycia siły.
Potem Zygmunt stwierdził, że mogliśmy na koniec dodać sugestywne “mniam”. Próba jak próba, zmagaliśmy się ze Spodniami z GSu. Potem z Mirem pojechaliśmy daleko, hen. Dokonując pewnego zakupu w rynkookolicach, poznałem gościa, który nagłaśniał wszystkie koncerty Motorhead w Polsce, nawet nam zdjęcia pokazał. W Galerii trafiliśmy na pokaz bielizny czy czegoś, fajnie było. A w Empiku mieliśmy okazję porozmawiać ze świadkiem Jehowy. Pamiętajcie, wielki dzień Jehowy nadchodzi! Mir zakończył dyskurs mówiąc do mnie “Podaj tasak”. I odeszliśmy.
A teraz zgadnijcie co właśnie trzymam w dłoni. Nie wiecie? Bilet na koncert Dezertera. DEZERTERA! Grają prawie dwa razy dłużej niż ja jestem na świecie, czyli jutro w Loch Ness będzie fajnie. Szkoda tylko, że nie wiedzieć skąd mam zakwasy. Wszędzie. No, prawie wszędzie.
Po ostatnich kilku matematykach stwierdzam, co następuje: Projektowanie labiryntów to cholernie nudna robota. Nie wiem jak temu Dedalowi się chciało, toż to syzyfowa praca jest (+1 pkt za odwołanie spoza listy lektur). Ja już trzecią lekcję się męcze, a końca nie widać. Mimo to, postanowiłem ćwiczyć swój charakter i się nie zniechęcać. Potem umrę w jakiś durny sposób za coś głupiego, ktoś to opisze i dzieciaki przez najbliższe 50 lat będą się uczyć o Biszkopcie, który pięknie żył i pięknie umarł.
O, tu jeszcze fajne zdjęcie z rekolekcji, ależ ja miałem wtedy krótkie włosy.
Myślę, że tych trzech przytojniaków nie trzeba podpisywać.
Biszkopt
Ps. Znalazłem sobie już świadka na bierzmowanie, o!
Żarty, kawały, dowcipy, psikusy, figle i reszta. To TEN dzień.
Chciałem dziś wymyślić jakąś blogową śmieszność, ale przypomniałem sobie sytuację z zeszłego czwartku. Skoro nawet nauczyciele nie traktują mnie poważnie, to chyba najwyższy czas, żeby trochę spoważnieć (ta, jasne jasne). Tak więc brak prima aprilisowego dżołka jest sponsorowany przez panią L.
W sobotę planowałem wybrać się na Magnificon, ale padał deszcz i ogólnie nie chciało mi się, więc ostatecznie zostałem w domu. Co się okazało? Zabrakło wejściówek, a ci, którzy weszli, mówią że i tak było beznadziejne. Mir na swoim blogu (link po prawej) ładnie tą wyprawę opisał, polecam ;-). Motyw z grillem fajny.
W związku z Tybetem w niedzielę odbyła się w Krakowie manifestacja. Była piękna pogoda, było mnóstwo ludzi ale nie było… mnie. Od dawna przeszukiwałem zasobu Internetu w poszukiwaniu jakiegoś info o ewentualnej manifestacji, parę dni nie patrzyłem a tu takie coś. No pech, a może nawet by mnie w telewizji pokazali :-(. A, jeszcze fragment wypowiedzi posła Iwińskiego: “Tybet nie jest okupowany! Żadne państwo na świecie nie przeczy oczywistości, że Tybet jest częścią Chin”. Całość wywiadu jest tutaj: Moułndrości Iwańskiego
No ja rozumiem, że polityka polega na tym żeby w odpowiednich chwilach być ślepym, ale to chyba przesada jest..?
Wczoraj niby miałem ponownie zacząć swoja rehabilitację. Miałem w przychodni być o 16. O 15.36 stałem już na przystanku, jakiś starszy mężczyzna zapewnił mnie, że on czeka prawie 10 minut. Pierwszy autobus przyjechał o 15.55. Czyli uwzględniając tamtego faceta, minęło co najmniej pół godziny od odjazdu poprzedniego środka lokomocji. Ale szybko zorientowałem się, że warto było czekać. W środku osób było sporo, dużo, ogrom, multum i parę innych fajnych słów. Był też jakiś menel. Na początku klął jak szewc, czyli nic nadzwyczajnego w krakowskich autobusach, ale potem wyciągnął z kieszeni… Gwizdek! I tym swoim kilkupromilowym powietrzem z płuc zaczął wydawać z niego dźwięki, robiąc co jakiś czas przerwy żeby pokrzyczeć “Ku**a, ku**a, je***e sk*******y”. Krejzol. Do przychodni dojechałem z 10-minutowym spóźnieniem, przeprosiłem, wytłumaczyłem i wyciągnąłem z kieszeni skierowanie. I co się okazało? Że już ktoś jest na tą godzinę, że się pomylili jak mnie zapisawywali na tą 16, żebym sobie szedł do domu i przyszedł kiedy indziej na wcześniejszą godzinę. Tyle zachodu nadaremnie.
Dziś mieliśmy prezentację o metodach zapamiętywania i skutecznego uczenia. I było mówione, jak robić skuteczne notatki. Okazało się, że ze swoich nie powinienem nic rozumieć i przeczą one wszystkim możliwym zasadom skutecznego notowania. Przykładowa definicja zwierciadła kulistego wklęsłego w moim zeszycie do fizyki: “jeśli p. odb. p. wew. k., zw. kul. wk.”. Amen.
Pewnie wszyscy odruchowo, tak jak ja, przed przeczytaniem czegokolwiek sprawdzają, ile to właściwie jest tekstu. Więc pewnie sprawdziliście i tym razem. I macie rację, że ta notka jest długa, ale nie zniechęcajcie się xD.
Były sobie święta. Umarł sobie Jezus, potem sobie ożył, a ludzie z tego powodu obżerają się ciastami. Tradycja jednak czasami jest fajna :-). Jak co roku w mym domu piecze się mazurka. I jak co roku udekorowanie go migdałami i innymi takimi było moim obowiązkiem. Na mazurku byli już snowboardziści i inne przykłady mojej kreatywności, w tym roku mazurek zaangażował się politycznie.
Pierwsze zdjęcie:
Drugie zdjęcie dla osób z gorszym wzrokiem, sam napis nie pokryty jeszcze migdałami:
A w środę zamiast na galowo przyszedłem do szkoły w koszulce ze słowami Dalai Lamy, czyli to oznacza, że jestem fajny i wrażliwy. Ale i tak mi skosili dwa punkty w naszym wspaniałym systemie oceniania zachowania. Cóż, trzeba się czasem poświęcić dla dobra ludzkości. Tego samego dnia po lekcjach jechałem z Magdą na wgląd w prace z polskiego. I pamiętajcie o jednym: lokalizator internetowy Zumi kłamie! Przez niego staliśmy czekając na światła, marzliśmy, było nam smutno i w ogóle. A na wglądzie fajnie w sumie, zrobiłem 4 orty i dużo intów xD. W sumie z odwołania by mi ze 2-3 pkt przyznali, ale nie chciało mi się tego papiera pisać, bo i tak laureatem nie zostanę. Co do pogody - niby wiosna a jakoś nie wiosna. Na każdym kroku trzeba uważać na szczeliny w lodzie, na spadające lawiny… Chyba do szkoły zacznę dojeżdżać psim zaprzęgiem. Albo będę w sali namiot rozbijał, żeby wracając do domu w zamieci śnieżnej nie stracić orientacji. Przemyślę.
Wczoraj jeszcze Mir miał konkurs z wiedzy o teatrze, a na nim… Drożdżówki. Dużo drożdżówek i woda mineralna. Skandal.
Na religii zaczęliśmy zajmować się cudzołóstwem. Zajęć praktycznych nie było, ale jakie perełki znalazłem w swoim eee.. “podręczniku”! Są tam na przykład “pozytywne powody zachowania czystości przedmałżeńskiej”. Oto kilka z nich:
- Uwalnia od zagrożenia urazem poaborcyjnym (czyli jak seks przed ślubem to od razu też aborcja!)
- Uwalnia od konieczności permanentnego udowadniania tego, co potrafisz
- Chroni przed podtrzymywaniem “złych” związków (ZŁOOOO!)
- Pozwala uniknąć blizn w sferze emocjonalnej (tego nie rozumiem, ale fajnie brzmi)
- Pomaga zwiększyć poczucie własnej wartości
- Dzięki abstynencji można stać się lepszym kochankiem
- Chroni przed mylącymi uczuciami
- Daje wolność od poczucia winy
Czyli wiadomo, że warto zachować czystość przedmałżeńską. Nawet jeśli nie do końca się rozumie, dlaczego.
Są w tym podręczniku również “pomysły na twórcze randki według J. Mc Dowella”. Przepiszę wszystkie, bo wszystkie są tak samo “twórcze” xD.
- Robienie wspólnie takich rzeczy jak: zakupy, pranie, mycie samochodu
- Ustalenie jakich umiejętności chciałbym się nauczyć od partnera i bycie nawzajem nauczycielami
- Chodzenie do Kościoła (no, tego nie mogło zabraknąć!)
- Wycieczka w celu sfotografowania ciekawych miejsc
i teraz najlepsze:
- Spędzenie soboty na nagrywaniu niezwykłych dźwięków
Wspaniały ten podręcznik mamy. Obok jeszcze były listy od młodzieży, która “lubi jeść z bliską osobą obiad w szkolnej stołówce, bo wtedy nie trzeba się martwić o seks”. A skoro już tak o książkach - sporo osób już wie o wynikach z fizyki. Więc zaprezentuję fragment wstępu z książki do fizyki z 1971 roku, z której sobie parę wzorów przepisałem.
“Jeżeli pragniecie przygotować się do przyszłej pracy zawodowej, do współudziału w wielkim dziele budowy naszej gospodarki narodowej, przemysłu i rolnictwa w naszym Kraju, to będziecie systematycznie i wytrwale uczyli się fizyki“. No, pięknie. Jak ja się teraz kolegom pokażę?
Biszkopt
Ps. Poszukuję świadka na bierzmowanie. Powinien być bierzmowany przed 15 kwietnia tego roku. Ma być dla mnie wspaciem i mam mu ufać. Płacę gotówką.
Elo dla melonów Oli (bynajmniej nie chodzi o to, o co chodzić by mogło xD ).